gdynia, czyli dostaje kurwicy
Dzowni padre “sluchaj, moglbys podjechac do Gdyni do serwisu Boscha? potrzebne sa ksztaltki do zamocnowania zmywarki pod blatem, to na Jana z Kolna 15 to jest, pewnie blisko dworca”. No jasne, ze moge… pogoda brzydka jak zbiorowy grob, ktory wyplynal po powodzi, ale jade. Pizdzi niemilosiernie, a caly swiat stracil doszczetnie zestaw barw na korzysc czegos co przypomina horyzontalnego pawia po kolacji swiatecznej. Wysiadam, jestem… ok, Jana z Kolna zaraz przy dworcu. Oczywiscie niespodzianka numer jeden, ulica sie w tym miejscu konczy, a nie zaczyna.. ale dojde, co to dla nas dzielnych harcerzy. Po lewej hale, brzydkie jak japierdole… po prawej budynki wcale niewiele lepsze. Trzymam sie prawicy wlasnie, bo tam sa numery nieparzyste. Dobra… numer 29… fajnie.. jeden budynek… drugi… trzeci… kurwa no, numer 13. Ok, zawracam. Skrzyzowanie z Wladka IV’go… no nie ma, na tej ulicy nie istnieje pieprzony numer 15… kraze w kolko po linii prostej nawracajacej (o fak, zdanie tygodnia). O, listonosz, przeciez on musi wiedziec gdzie to. Facet dzowni do jakiejs klatki schodowej, juz ma wchodzic, zaczepiam go, na rowni z jakas pania w wieku emerytalnym. “a dzien dobry” wita go pani owa wieszajac sie na listonoszu, ktorego soczyste wasy zaslaniaja brak gornej jedynki. “a emeryturki to kiedy pan bedzie nosil?” … slucham pasjonujacego dialogu o tym, jak komus pies nasral na trawnik i o tym, jak to w polsce jest zle i z dupy. W koncu owa urokliwa pani odchodzi. Pytam wiec listonosza “przepraszam, wie pan moze gdzie jest Jana z Kolna 15?” … odpowiedz jest taka: spojrzenie na mnie, trzasniecie drzwiami od owej klatki… i tyle go widzialem. Ok, jestem wkurwiony, pada deszcz, mam wszystko w dupie, na czele z ksztaltkami do zmywarki. Wracajac stwierdzam, ze zawadze o kancelarie gdzie pracuje Olka. Pije herbate i tak mnie cos tknelo “a gdyby sprawdzic dokladnie ten adres serwisu”… tia… gugle srugle, jest.. Gdynia… Jana z Kolna 12. Rece mi opadaja. No dobra, nawrot. Docieram na miejsce, pan w serwisie bardzo mily, mowie jakie czesci mi potrzebne… “tak tak, mamy” … po sprawdzeniu w komputerze, okazuje sie, ze jednak dupa a nie “mamy”. “ale mozemy zamowic prosze pana, beda za jakies 8 dni roboczych” … dopsze, podaje dane tak szczegolowe, ze brakowalo tylko pytania o upodobania sexualne i o srednia ilosc miesiecznego spozycia pokarmu w przeliczeniu na kalorie. “to bedzie 40zl, platne przy odbiorze”.. w glowie mam tylko: 40zl za 4 blaszki, japierdole. Ok… ale zalatwilem, jest dobrze.. przynajmniej na tyle na ile sie da. Wychodzac cos mnie podkusilo… nie wiem po co, chyba chcialem sie sam bardziej wkurwic. Pytam wiec “przepraszam, tak z ciekawosci, takie zamowienie mozna zlozyc przez telefon?” … “alez oczywiscie, bez problemu”. W mojej glowie rozlega sie sterta wyrazow, przy ktorych wulgaryzmy brzmia jak bajka dla dzieci. Wracam… zmarzniety, zdenerwowany, wkurwiony na caly bozy swiat. Na peronie okazuje sie, ze kolejka do domu bedzie za 30 minut…
naprawde, tylko takiego bonusu mi brakowalo… pol godziny w pizdziawie doszczetnej na peronie, ktory z powodu remontow trzesie sie jak rozpieprzona pralka (albo moze nieprzymocowana do blatu zmywarka).
Ponarzekalem. Musialem.
No.

Muzycznie dzis troche mocniej, bo musze odreagowac.
Moze na Jana z Kolna 15 stało się kiedyś cos bardzo przykrego dla okolicznych mieszkancow? Moze ktoś podpalił i zgwałcił zwłoki jakiejs 5 latki…
Przemek
kwiecień 9, 2008 at 3:41 pm
zycie …
kolek
kwiecień 9, 2008 at 8:47 pm
haha a bo to moja pinklna gynia hahhahaha:P
nie ja wiem bo na Jana tam 15
to odbywały sie jakies rzezie na zydach
a listonosze są wstretni bo im zimno
i maja brzydkie mundurki
phoenixagata
kwiecień 9, 2008 at 10:13 pm
ps a to przymorze burdellowe wcale nie lepsze
phoenixagata
kwiecień 9, 2008 at 10:16 pm
heheh–
Ot cała Gdynia, syf, kiła i…….
P.S- druga strona “Hali” ciut ładniejsza, o ile można użyć tego przymiotnika dla Centrum Emerytów Gdyni.
szadkowska
kwiecień 12, 2008 at 8:07 pm
weźcie sie odturlajcie od Gdyni już noooooooo :/
phoenixagata
kwiecień 18, 2008 at 12:48 am