such a terrible lie

visual diary

Archive for Grudzień 2007

rzecz o porannym wstawaniu…

10 Komentarzy

Jako, ze wstawac rano nie lubie, to i pisanie o tym jest raczej malo obiektywna sprawa. Wynika raczej z wlasnego podirytowania, potykania sie o progi w mieszkaniu, bloglsawienia waskosci przedpokoju, bez ktorej kierunki w ktorrych mozna sie wylozyc wzrastaja dwukrotnie. Wstawac rano nie lubie i nie umiem. Ustalmy moze z poczatku czym jest „rano” … owszem, lubie wstac, gora o 10… przewaznie kolo 9, z przyczyny bardzo prostej. Budzac sie o 13 na ten przyklad, z miejsca odczuwam, iz zanim sie zbiore i bede gotowy do czegos wiecej niz przeklinanie w poduszke, to bede mial za soba juz stracone pol dnia. Tak, zaznaczyc trzeba, ze fakt wstania o tej, dajmy na to, 9.30 wcale nie oznacza, ze zajme sie czymkolwiek produktywnym, ale lubie swiadomosc tego, ze jezeli bym chcial to bym mogl. Ok, rano = przed 9. Ustalmy tak orientacyjnie. Niewazne czy na uczelnie, czy na spacer, czy cokolwiek… jedyne poranne wstawanie jakie trawie to otwieranie oczu celem ruszenia dupy na jakas sesje. Przyklad ilustrowany ponziej, to akurat dzien szkolny… co gorsza, weekend. To, ze jest za wczesnie, ze moj mozg wrzeszczy wewnatrz, ze chyba mnie pojebalo co by go tak rano na mroz wyciagac, wzmaga sie o tyle, ze w sobote badz tez niedziele, w godzinach porannych jest sie jednym z niewielu ludzi na ulicy.
Ponarzekalem. A jutro tez musze wstac rano : ) … wskoczyc do pociagu (poniekad wcale nie bylejakiego). Wroce za czas jakis, niedlugi. Notabene, kolejna mysl odnosnie wstawania mnie naszla. Niebawem 1szy stycznia… to jest juz dla mnie chora prawidlowosc, ze jestem przewaznie jedna z osob, ktore jako pierwsze otworzyly oczy po sylwestrowym balowaniu. Co wcale nie jest fajne, bo nie ma z kim pogadac, a jezeli juz, to sa to jednostki, ktore albo sa w takim stanie, ze potrafia ze swoich ust wydobyc „aaaauu” „eeee” … w porywach do pawia, co umozliwia zabawe w analizowanie tego, coz kto jadl dzien wczesniej.
No, wesolego sylwestra wszystkim.
Zaraz po nim jest w chuj do zrobienia.

buzi

Dzisiaj w kaciku muzycznym posluchamy doszczetnej klasyki. Jednej znanej chyba wszystkim, drugiej bycmoze nie. Enjoy…
Ostatnio siedzac z Shonem i Jarkiem, po spozyciu w pewnej kanjpie juz sporej ilosci bialych ruskow, na dvd zostalo wlaczone DVD z klipami gunsow. Ilez to radosci jest w ponadczasowosci. Tego klipu nie bylo, tego mi wsrod masy perelek brakowalo.

Jako klasyk prawdopodobnie mniej znany pan David Bowie, z okresu mocno w stylu „polubilem sie z trentem reznorem” : )

Reklamy

Written by terriblelie

Grudzień 26, 2007 at 11:26 pm

Napisane w city

rediscovering colours

16 Komentarzy

Uhu… no to tak. Pojechalem zaplacic astronomiczny rachunek za komorke…
Dzisaj naprawde ladnie bylo, lekka kurtka, a i tak sie smazylem… w drodze na przystanek autobusowy udalo mi sie spotkac pania ze spozywczego (ta pani tam pracuje od czasu jak mialem z 10 lat i wciaz wyglada tak samo…) oraz przedstawiciela sil zbrojnych kraju naszego pieknego, ktory zakupil w kiosku wafelka i papierosy.

Obawiam sie, ze to juz obsesja… nie wiem. Kiedys balem sie lapac ludzi w kadry na miescie, tak jakos… ot po prostu, brakowalo jakiejs dyskrecji i tego kopa zeby wyjac aparat i zrobic zdjecie. Nie jestem dobrym streeciarzem, nie bylem i najprawdopodoniej w zyciu nie bede… i nie mam z tego powodu zadnego „ale” do siebie samego, po prostu to lubie, nawet jezeli efekty wygladaja jak przyslowiowa kupa. Odpreza mnie to, cieszy, jest moje i dla mnie i stanowi boska odskocznie od focenia modelek. uhu.

W kwestii samego rachunku za telefon. W 3miescie jest straszny deficyt osob w profesji zwanej listonoszem… listy polecone ida poltora tygodnia, normalne potrafia miesiac. Ale naprawde wkurwia mnie srogo fakt, ze nie moge jak normalny czlowiek dostac rachunku za telefon i isc na poczte (cholerne 100 metrow od mieszkania gdzie mieszkam) zeby ten ze rachunek zaplacic. Mam dwie mozliwosci. Albo jechac w ciemno do glownego punktu plusa i liczyc na to, ze pani w okienku nie bedzie swiadkiem mojego zejscia po uslyszeniu kwoty, albo sprawdzic kwote na stronie elektronicznego biura obslugi klienta. Nie mam obowiazku byc posiadaczem polaczenia internetowego gdy podpisuje umowe z telefonia komorkowa, rajt? Ano. Nie musi mi sie chciec ustawiac planu dnia pod to, zeby jechac autobusem w inne dzielnice, bo mam zasrana poczte kolo domu. Na ktora nie pojde… bo nie mam faktury od dostawcy uslugi. Pytani pracownicy plusa odpowiadaja, ze to nie ich wina… co wiecej, nie ich sprawa. Kurwa, a moja? WTF?!

W centrach handlowych juz jakis czas temu wywieszono ogrom swiatecznych bajerow masci wszelakiej tj. przewaznie dupastej. Niedlugo nadejdzie ten moment, ze do oweych miejsc nie bede w stanie wejsc. Natlok ludzi w okresie przedjezusowourodzinowym przyprawia mnie od drgawki. Blah.


Wrzeszcz to miejsce, gdzie spedzilem kawal mojego dziecinstwa, mimo, ze jestem wychowankiem blokowiska marki Przymorze. We wrzeszczu mieszka moja babcia. W ogole to z dziadkami spedzilem mase czasu jako maly szczyl, czy to w Gdansku czy w Nasielsku. Wrzeszcz ma to do siebie, ze jak by go nie zapuscic mi wciaz bedzie wydawal sie piekny. Nie wiem, albo mi wypralo mozgownice gdy jako 4 latek zasuwlem tam z Babcia na spacerach, albo… nie wiem :) niewazne, lubie i juz. Nawet zapach ma jakis inny, taki swoj.

I do domu, i juz odczuwam ze moj bok powoli przestaje wyrabiac… why? stay tuned.

Aha, moja gorsetofilia siega tego, ze zwracam uwage i ruszaja mnie nawet te gorsety, ktore sprzedaje sie w sklepach z protezami. I sprawa z zupelnie innej manki, czy ja jestem jedynym czlowiekiem, ktory uzywa kluczy do klatki schodowej zamiast domofonu, wiedzac, ze ktos na pewno jest i tak w mieszkaniu? : )

A zanim wyszedlem, zanim zwiedzilem wrzeszcz spacerem, zanim to wszystko dzis sie stalo… udalo mi sie zebrac na ciele takie cos. No.. uderzylem sie.

A dzisiaj sluchamy Tomka. Bo Tomek spiewa ladnie i madrze. Bo w ogole to sie usmiecham i mi cieplo. I miala byc inna piosenka i w ogole. Ale takowa pojawi sie pozniej z innymi zdjeciami. Uhu.

Written by terriblelie

Grudzień 6, 2007 at 10:54 pm

Napisane w city