such a terrible lie

visual diary

Archive for Styczeń 2008

post mobilny revisited

6 Komentarzy

Zbieralem sie do tego juz jakis czas, mam co prawda kaca i w ogole swiat jest zly i ble. Ale jakos mnie naszlo, ze teraz juz i tyle.
Przez dlugi czas uwazalem, ze aparat w telefonie komorkowym jest na tyle przydatny i fajny co drut kolczasty na desce klozetowej. Za sprawa Roberta zdanie mi sie zaczelo zmieniac.

W zasadzie ogladalem, moze od czasu do czasu sam naciskalem guzik od aparatu na moim watpiliwie do tego przystosowanym telefonie, ale z czasem, za sprawa kolejnej osoby, a dokladnie to Konrada, zaczalem popelniac komorkowce co raz czesciej.

Zaczal mnie krecic ten syf jakosciowy, brak wplywu na w zasadzie jakiekolwiek sprawy techiczne wynikajace ze sprzetu a nie z postrzegania. Odskocznia. Od ustawiania recznych balansow bieli, machania koreksem, blyskania w studiu, obiektywow wazacych poltora kilograma, obrabiania rawow… Zabijacz czasu i towarzysz lenistwa… aparat w telefonie. Pewnie, gdyby mi sie jadac pociagiem chcialo wstac, otworzyc torbe, wyjac aparat, zmierzyc, skadowac… no, bylyby „lepsze” zdjecia.




Chce zdjecie, juz, teraz, w tej cholernej sekundzie. Oczywiscie aparat mam w zasadzie przy sobie bez przerwy… ale czasami mi sie nie chce, czasami lezy w innym pokoju, czasami mam doszczetnie w dupie cala wiedze fotograficzna jaka posiadam (nie zeby jakas gigantyczna byla, ale cos tam jest).


Przyznaje, ze telefonowe cykadlo potrafi mnie zaskoczyc. Jest cos co mnie rusza w tej mobajlowej brzydocie.




Oczywiscie bywa tez doszczetnie niepowaznie (nawet calkiem czesto). Ba, dzieki komorce robie fote jak po prostu najnormlaniej w swiecie sikam. Ale po co? Ale dlaczego?… Ale dlaczego nie………..


Nocne powroty, kolejny moment, gdy powstawanie zdjec za pomoca mojej „puderniczki” zwieksza sie. Nie wiem. Gdybanie. Ale pewnie w zyciu by mi sie nie zachcialo, zrobic tych zdjec „normalnym” aparatem.


Pamiatka w trybie instant. W jednej dloni wielka waliza, na plecach sprzet, czerwone swiatlo, chwila czasu, w wolnej dloni telefon… pstryk.

Polubilem focenie komorka. Posiadajac pewna swiadomosc tego co potrafi zrobic pseudoobiektyw, pseudoaparat i jego pseudoustawienia (a w zasadzie, czego nie potrafi) zakrecio mna troche produkowanie obrazu gownianego jakosciowo.
Ah, bym zapomnial… bo na pewno ktos sie by uczepil…
tak, komorka to tez najprostszy sprzet do robienia selfow. No.

Dzisiejszy staly punkt pogramu w psotaci kacika muzycznego zostawiam bez opisywania, cholernie mi sie nie chce i tyle.
Ide cos zjesc. O.







Reklamy

Written by terriblelie

Styczeń 28, 2008 at 9:59 pm

Napisane w mobile

scream again

6 Komentarzy

Gdansk Wrzeszcz… po raz kolejny. Powoli to miejsce przejmuje u mnie fotogaficzna trojmiejska palme pierwszenstwa, ktora dotychczas spoczywala na barkach sopockiego mola. Moglem godzinami przesiadywac na deskach owego sopockiego osobliwego tworu i nekac ludzi aparatem. Ostatnio przesiadlem sie na nekanie dzielnicy, w ktorej spedzalem spora czesc dziecinstwa a potem spijalem wyroby browarnicze za czasow posiadania lat kilkunastu. Wybralismy sie z Przemem celem zalatwieniu paru moich formalnosci jak i jego realizacji tematow na uczelnie. Kurs przez lasy, kulisy domostw, uliczki. Huh. Przemek wszedl nawet w, ze sie tak wyraze, kupe… nie byloby w tym niczego osobliwego, bo jak wiadomo „shit happens”… aczkolwiek byl na tly zdolny, ze uczynil tenze atakujacy powinienie czym… az po kostke. Bywa men. Jezeli kupa na bucie przynosi szczescie, to teraz conajmniej spadnie Ci z nieba siakis fajny obiektyw. Maltretowanie Wrzeszcza wchodzi mi w krew. Nie ma juz petli autobusowej, ktora pamietam z czasow liceum, niektorych sklepow. Wyrosly centra handlowe i inne cuda, ktore co ciekawe wcale nie ryja jakos specjalnie mocno swietnego klimatu tejze dzielnicy. Ba, nawet spotkalem miejskiego rowerowego ninje. Adzia…

Dzisiaj w muzycznej czesci bedzie totalna mieszanka. Na poczatek John Frusciante, ktorego to nie sluchalem od dawna i teraz odkrywam na nowo.

Nastepnie Looptroop, panowie ze Szwecji, ktorzy wg mnie sa jednym z najciekawyszch hiphopowych zjawisk wsplczesnego czasu.

Chociaz z drugiej strony, nie wiem czy to az takie wyzwanie byc ciekawym w dzisiejszym hiphopie… bo jak pomysle o wiekszosci obecnej promowanej muzy w tychze klimatach… i skonfrontuje ja z klasykami. Eh… to bylo cos.

I maly tribute, dla chyba jednego z najlepszych festiwalowych lineupow, jakie mialy miejsce od przynajmniej dwoch dekad. Dynamo Openair 1995. Czapki z glow. Ja piernicze, jak na to patrze, to mam wrazenie, ze w obecnych czasach jakos w ogole niestety nie chodzi o muzyke gdy wydaje sie plyty. Fak. Ponizsze klipy to tylko czubek gory lodowej… Absconed, Biohazard, Earth Crisis, Downset, Dubwar, Hate Sqad, Fear Factory, Paradise Lost, Type o Negative, Madball…
ze tez ja wtedy mialem 13 lat :/ eh…

Written by terriblelie

Styczeń 25, 2008 at 11:51 pm

Napisane w city

Gosia, last time at Sopocka st.

4 Komentarze

Ostatni raz, nie dlatego, ze Gosi juz nie bedzie czy cos (god no!), tylko ostatni raz sesja w studiu na Sopockiej… ano. Nowe, wieksze, lepiej polozone, z dosc powalajacymi mozliwosciami co do calego jego otoczenia. Heh, ale i tak jakos bedzie brakowac niewielkiego poddaszowego miejsca, gdzie wchodzac przed drzwi trafialo sie frontalnie na przebierajace sie modelki, gdzie nie mozna bylo podniesc lampy za wysoko bo nawet moja glowa prawie juz ryla o sufit. Backstage do kampanii strzelanej przez June … a Gosia (znaczy sie foty w sumie) tak troche dla Konrada ;)
Ano, rozdzial „Sopocka” zamkniety. Niebawem pierwsze sesje i backstage z nowego miejsca. Pis ent lof.

Dzisiejszy kacik muzyczny jest taki a nie inny, bo chce poprawic sobie humor (sobie i tym, ktorzy wazni sa… a tez maja nienajweselej, czesto gorzej niz ja i moje przypadlosci), od pieprzonych prawie juz dwoch tygodni boli mnie gardlo do tego stopnia, ze marzy mi sie zeby wypadlo.. najlepiej razem z przelykiem i zoladkiem, bo meczy mnie zgaga conajmniej jakbym nosil czworaczki w brzuchu. Mam na zmiane goraczke pod 39 i jakies cholerne oslabienie i juz mam serio dosc… szczegolnie, ze kurna zadne leki mi nie chca laskawie pomoc. Tia.

Written by terriblelie

Styczeń 12, 2008 at 12:19 pm

Napisane w bckstg

post mobilny… w sensie, ze dlatego, bo ze zapomnialem

7 Komentarzy

… a zapomnialem przytachac ze soba masy fot, ot skleroza i niedopatrzenie i spora ilosc materialu, w sumie czysto blogowo pamiatkowego, musi odczekac jakis czas. Demyt. W zwiazku z tym, wrzucam mobajle, nieposegregowane, pomieszane i wogole bez sensu troche pewnie. A i tak je lubie. I tu mialem jeszcze walnac tekst o tym co w ogole mi po glowie chodzi w temacie fotografii komorkowej (a chodza mi pozytwyne rzeczy). Ale tak sie sklada, ze obrobilem dzis jakas chora ilosc zdjec i juz mi sie nie chce za wiele, a w szczegolnosci pisac. Wiec tekst poczeka, do nastepnego posta komorkowego. Oby niebawem.

Zeby nie bylo, dzis pojawi sie deko szerszy kacik muzyczny. Ale tym razem bez wyjasniania co jest co i dlaczego i w ogole skad i czy rozmnaza sie przez paczkowanie.

Written by terriblelie

Styczeń 9, 2008 at 1:26 am

Napisane w various shoots