such a terrible lie

visual diary

Archive for Kwiecień 2008

love

3 Komentarze


ze ja tego wczesniej nie slyszalem!!! rety…
odkrylem przed momentem, nawet nie chce mis ie szukac fot do wpisu,
szalenstwo
mistrzostwo
o fak o fak
aaaaaaaaaaaaaaaaa

Reklamy

Written by terriblelie

Kwiecień 28, 2008 at 10:58 pm

Napisane w just sound

post analnogowy

8 Komentarzy

Tak jak pisalem chyba niedawno, mamy kolejny post analnogowy. Wiec bedzie wiecej pisania do fot poszczegolnych. W sumie to dlatego, ze zrobienie rolki filmu w ramach cziałtu trwa znacznie dluzej niz machniecie serii streetowej chociazby. Tu jedna fota, tam dwie.. gdzie indziej zadnej, potem znowu jedna.. i jakos schodzi te 36 (chociaz de facto upycham 37 albo wiecej) klatek.


Zacznijmy od tego, ze dowiedzielismy sie z Piotrem, ze jak sie nie ma odpowiedniego swistka to w ogole wara od wjazdu na teren starego miasta, czy jakos tak.. nie wiem, nie sluchalem. Ale genelranie pan ze strazy podmiejskiej palal takim entuzjazmem, ze zaproponowal rozwiazanie pokojowe i najnizszy mandat z mozliwych oraz brak punktow karnych.


Fotogorafowie dziela sie na dwie grupy:
-robiacy sobie selfy w lustrze
-brzydcy
(przepraszam, nie moglem sie powstrzymac)


Absolutnie nie mam pojecia kim jest ta pani, ale ze miala blizniaczego praktycznie canoniera w dloniach, to stanalem, usmiachnalem sie, zrobilem jej zdjecie. Pozdrawiam ta pania, tez sie usmiechnela.


Tego pana tez nie znam, nie mial aparatu, ale jego nie pozdrawiam bo nie widze czy sie usmiechnal.. w sumei z mojej winy, bo mi fokus spierniczyl… ale coz, trzeba dawkowac pozdrowienia.


To jest jak dla mnie niezla sprawa… genelranie to poszlismy z Kama i jej niemieckojezycznym znajomym na wieze mariacka…
Nie praktykowalem tej masochistycznej akcji juz pare lat i w sumie troche sie zastanawialem czy nie umre w polowie drogi, czlowiek pali paczke dziennie… to zapierniczanie po 400 schodach, bynajmniej wcale nie pieknych i rownych (a to sie kreca, a to sa wyszczerbione, a to sie czlowiek zapatrzy na dzowny w wiezy i zapomni skrecic i rypnie twarza w sciane… bywa) moze wstepnie wystraszyc. Jak sie okazalo, nie jest zle… wszedlem, obydwa pluca dotarly na gore ze mna i to na swoim miejscu. No. A juz docierajac na sama gore tak sobie popatrzylem na tego pana. Kurcze, gosc ma.. nie wiem.. strzelam ze wiecej niz 65 lat… i on tak sobie biega po tych schodach, bo pracuje na samej gorze pilnujac zeby turysci nie spadali z Mariackiego, nie pluli z kilkudziesieciu metrow na przechodniow i nie bezczescili czubka najwiekszego kosciola ceglanego w Europie.


Chyba cofam klasyfikacje wspomniana gdzies powyzej.


Wersja „where is Waldo” dla niewidomych i innych majacych problemy z lokalizacja betoniarki na pustym parkingu samochodowym.


Ania sie przedziurawila… znaczy nie ze sama, przedziurawilo ja zaufane TatStudio . Dla wystraszonych albo chacych podwazyc renome badz co badz jednego z lepszych salonow piercingu i tatuazu w polsce… to, ze jakis czas po przebiciu poplynelo z rany, jest zaleznie od miejsca zjawiskiem normalnym. Przy dziurawieniu pojawia sie skrzep… samo przeklucie trzeba czyscic a nie pozwalac mu sie tak babrac w zastygnietym mixie hemoglobimy i jej ziomow, wiec to, ze ten skrzep pusci i cos wyfrunie to zadne halo i zonk. No.


Krowa, wiadomo.. od June, singiel DM od Dana


Po prostu jakos tak lubie to zdjecie.


Kolejna krowa od June. Sie tak zastanawiam… no wiec, June, jezeli to czytasz, to gdybys wygrala kiedys na loterii, to naprawde nie musisz mi kupowac PGR’u :] O wiem, chcialbym krowe co robi „muuuuu” jak sie jej nacisnie na nos, albo cos.


Zawsze numer jeden. Kurcze… Helmut byl pierwszym, ktory mnie powalil na lopatki… Od tego momentu pare lat zdazylo minac. Jest troche fot innych ludzi, ktore wzbudzaja we mnie orbitowanie oczu i spazmy zachwytu… ale jakos tak zawsze, po czasie wracam do Newtona. Still god.

Dzisiaj posluchamy sobie Blur’a, kapele odgrzebalem, po wielu latach kiedy pewnie nawet raz nie zagoscila na moich glosnikach. Kurcze, swietne granie.
Ps. chcialbym byc usmiechnietym tanczacym kartonem mleka…








Written by terriblelie

Kwiecień 25, 2008 at 10:17 pm

o aparacie na N, szybko i zwiezle

7 Komentarzy

Szybko i zwiezle z powodu takiego, ze generlanie to jestem potwornie zmeczony i mi sie nie chce gledzic, tylko wsadzic juz poczciwa gebe w kraine poduszek na czerwonym lozku, oi.
No, to najpierw foty.

Aparat na N drugi raz w moich lapach. Generalnie to z niezmierna pasja „zagorzalego” canonowca powiem tak: sral pies jaki aparat, wazne sa foty i koniec. Ameryki nie odrkywam, ale i nie mialem zamiaru tego robic so fuck it. To teraz jeszcze wrzuce jakies plumkanie. Jutro sie zapowiada post analogowy, aczkolwiek uwarunkowany tym, czy mi sie bedzie chcicalo.

ps. Kupilem ksztaltki do mocnowania zmywarki, oczywiscie wyprawa byla okraszona pogoda z serii „japierdole, niech ktos zatrzyma swiat, ja wysiadam” (ze tak sobie troszke niecenzuralnie sparafrazuje Anne Marie J)… o tym tez pewnie niebawem bedzie.

pisentlof

No to plumkamy, bardzo skromnie w ilosci… aczkolwiek bardzo przecudnie w tresci.

Written by terriblelie

Kwiecień 21, 2008 at 1:01 am

Napisane w bckstg

gdynia, czyli dostaje kurwicy

7 Komentarzy

Dzowni padre „sluchaj, moglbys podjechac do Gdyni do serwisu Boscha? potrzebne sa ksztaltki do zamocnowania zmywarki pod blatem, to na Jana z Kolna 15 to jest, pewnie blisko dworca”. No jasne, ze moge… pogoda brzydka jak zbiorowy grob, ktory wyplynal po powodzi, ale jade. Pizdzi niemilosiernie, a caly swiat stracil doszczetnie zestaw barw na korzysc czegos co przypomina horyzontalnego pawia po kolacji swiatecznej. Wysiadam, jestem… ok, Jana z Kolna zaraz przy dworcu. Oczywiscie niespodzianka numer jeden, ulica sie w tym miejscu konczy, a nie zaczyna.. ale dojde, co to dla nas dzielnych harcerzy. Po lewej hale, brzydkie jak japierdole… po prawej budynki wcale niewiele lepsze. Trzymam sie prawicy wlasnie, bo tam sa numery nieparzyste. Dobra… numer 29… fajnie.. jeden budynek… drugi… trzeci… kurwa no, numer 13. Ok, zawracam. Skrzyzowanie z Wladka IV’go… no nie ma, na tej ulicy nie istnieje pieprzony numer 15… kraze w kolko po linii prostej nawracajacej (o fak, zdanie tygodnia). O, listonosz, przeciez on musi wiedziec gdzie to. Facet dzowni do jakiejs klatki schodowej, juz ma wchodzic, zaczepiam go, na rowni z jakas pania w wieku emerytalnym. „a dzien dobry” wita go pani owa wieszajac sie na listonoszu, ktorego soczyste wasy zaslaniaja brak gornej jedynki. „a emeryturki to kiedy pan bedzie nosil?” … slucham pasjonujacego dialogu o tym, jak komus pies nasral na trawnik i o tym, jak to w polsce jest zle i z dupy. W koncu owa urokliwa pani odchodzi. Pytam wiec listonosza „przepraszam, wie pan moze gdzie jest Jana z Kolna 15?” … odpowiedz jest taka: spojrzenie na mnie, trzasniecie drzwiami od owej klatki… i tyle go widzialem. Ok, jestem wkurwiony, pada deszcz, mam wszystko w dupie, na czele z ksztaltkami do zmywarki. Wracajac stwierdzam, ze zawadze o kancelarie gdzie pracuje Olka. Pije herbate i tak mnie cos tknelo „a gdyby sprawdzic dokladnie ten adres serwisu”… tia… gugle srugle, jest.. Gdynia… Jana z Kolna 12. Rece mi opadaja. No dobra, nawrot. Docieram na miejsce, pan w serwisie bardzo mily, mowie jakie czesci mi potrzebne… „tak tak, mamy” … po sprawdzeniu w komputerze, okazuje sie, ze jednak dupa a nie „mamy”. „ale mozemy zamowic prosze pana, beda za jakies 8 dni roboczych” … dopsze, podaje dane tak szczegolowe, ze brakowalo tylko pytania o upodobania sexualne i o srednia ilosc miesiecznego spozycia pokarmu w przeliczeniu na kalorie. „to bedzie 40zl, platne przy odbiorze”.. w glowie mam tylko: 40zl za 4 blaszki, japierdole. Ok… ale zalatwilem, jest dobrze.. przynajmniej na tyle na ile sie da. Wychodzac cos mnie podkusilo… nie wiem po co, chyba chcialem sie sam bardziej wkurwic. Pytam wiec „przepraszam, tak z ciekawosci, takie zamowienie mozna zlozyc przez telefon?” … „alez oczywiscie, bez problemu”. W mojej glowie rozlega sie sterta wyrazow, przy ktorych wulgaryzmy brzmia jak bajka dla dzieci. Wracam… zmarzniety, zdenerwowany, wkurwiony na caly bozy swiat. Na peronie okazuje sie, ze kolejka do domu bedzie za 30 minut…
naprawde, tylko takiego bonusu mi brakowalo… pol godziny w pizdziawie doszczetnej na peronie, ktory z powodu remontow trzesie sie jak rozpieprzona pralka (albo moze nieprzymocowana do blatu zmywarka).
Ponarzekalem. Musialem.
No.

Muzycznie dzis troche mocniej, bo musze odreagowac.



Written by terriblelie

Kwiecień 9, 2008 at 12:10 am

Napisane w city

shine out

7 Komentarzy

Szybko do sopotu, tak zupelnie przypadkiem natknac sie na mgle. Ano…
Kto widzial ten wie, ze mgla nad morzem jest doszczetnie innym doznaniem niz mgla w centrum jakiegos zapizglego blokowiska czy miedzy stosem jadacych samochodow. Nie umniejszajac klimatu temu drugiemu, bo przeciez to tez swietne wrazenie, patrzec jak auta wjezdzaja w sciane unoszacego sie mleka… ale to jednak jeszcze nie to… o wiele bardziej rusza mnie jak w ta sciane wplywaja tysiace litrow wody. Jakies to takie bardziej fuzyjne i wspolgrajace. Duzo by pisac generalnie, trzeba przyjechac i zobaczyc. A w sobote rano obudzili mnie urzpejmie o 8 panowie, ktorzy poczeli czynic kurwa mac remont kuchni przy pomocy mlotka, ktorego poziom produkowanego halasu byl odwrotnieproporcjonalny do wczesnosci pory.

Dzisiaj posluchamy Flykkillera…
i tak naprawde ten post jest tylko po to, zeby zamiescic te klipy, bo jakos mi sie nie chce dzis publicznie gadac, ale ze muza mnie rozpiertentegowuje… to moge chwilowo „cierpiec za miliony”.


ps. niebawem wrazenia, z tego co sie dzieje jak sie robi sesje pierwszy raz aparatem innej firmy… firmy na N (ale nie spodziewajcie sie jakiegos stosu emocji… serio, dlaczego? stay tuned)

Written by terriblelie

Kwiecień 7, 2008 at 1:12 pm

Napisane w city

even the waves

11 Komentarzy

A tak, bo mi sie wlaczyl kawalek jeden…

waves.jpg

Wspomniany utwor,by Chroma Key

Written by terriblelie

Kwiecień 3, 2008 at 12:38 pm

Napisane w city

ae1 scans…

7 Komentarzy

Stara, mocno grubo przeterminowana klisza Fuji… ktora w sumie mi sie w lightroomie w paru przypadkach zdesaturowala. Manualny aparat. Oj… jak tego dawno nie bylo. Cieszenie sie jak dziecko z kazdego nacisniecia guzika, odciagniecie wajchy… rolka w aparacie przesiedziala kolo 3 tygodni chyba. A dzisiaj Przemek zarzucil mi link fajny http://uberexposed.blogspot.com/. Generalnie to mi sie nie chce gadac za bardzo o fotach. Jestem za leniwy chyba, albo widocznie nie mam niczego do powiedzenia. Bywa. Ale pomyslalem, ze skoro foty sa totalnie z roznych bajek… to moze skrobne po zdaniu pod nimi. Ano.
Pogoda za oknem cudna, cieplo i pieknie. W zwiazku z czym siedze i kicham dalej niz widze, z nosa mi cienie po kostki i w ogole kurwa zajebiscie, tia.
scan-080330-0003m.jpg
Ostatnimi czasy bardzo czesto odwiedzam przychodnie lekarska z babcia. Babcia ma taki problem, ze cialo nie nadaza za umyslem. Wiec bystrosc myslenia jak u osoby dwa razy mlodszej, odrobine koliduje z problemami z koscmi, z gojeniem ran… itd itp. Babcia Miesiac temu skasowala sobie noge… teraz chodzimy na opatrunek… bo z jej przypadlosciami to rana sie goi i goi i zagoic nie chce. Czekajac na babcie laze sobie po przychodni i podgladam ludzi.
scan-080330-0002m.jpg
scan-080330-0001m.jpg
scan-080330-0004m.jpg
Z Ania zrobilismy kurs… Cafe Kamienica w Gdansku glownym, potem do kamiennego potoku… no i udalo sie namowic Anie na testowanie zapiekanki w Kinskim. Metoda sprawdza sie za kazdym razem.. nie ma jeszce osoby, ktora by nie wychwalala kuchni w Kinskim… ha! Wyprawa zostala przyplacona goraczka wspoltowarzyszki, ale chyba bylo warto, hmmm Aniek? ps. przy okazji, odrobina lokalnego patriotyzmu.. dla brata, moze zaglada czasem na bloga.
scan-080330-0005m.jpgscan-080330-0006m.jpg
Gorne bo tak, dolne bo Przemek wrzucil dzis prawie identyczne :]
scan-080331-0004m.jpg
A Robert powatpiewa…(to juz chyba nie pierwszy raz na moim blogu gdy Robert powatpiewa)
scan-080331-0002m.jpg
Przybornik przedwyjsciowy jakis, tymczasowe szklo, staloczasowa reszta.
scan-080331-0001m.jpg
… kurwa mac
scan-080331-0007m.jpgscan-080331-0006m.jpg
Kamila spi, generlanie to mniej wiecej dokladnie rok przed zrobieniem tych dwoch zdjec, powstaly inne foty jak Kamila spi… kurde. To bylo jeden dzien przed wielkanoca, ogladalismy wtedy zajebisty film „zakochani widza slonie”… jak ktos nie widzial to polecam, jak ktos nie lubi filmow z fabu;la troche mniej oczywista niz „tytanic” to nie polecam. Nastepnego dnia rano, na rodzinnym sniadaniu swiatecznym mialem takiego kaca, ze obawialem sie, ze ze zjedzonych rzeczy wyprodukuje zaraz salatke w sposob prezustno wymiotny.
scan-080331-0005m.jpg
A to jest Alex…
scan-080331-0013m.jpgscan-080331-0012m.jpg
Balkon agencyjny, w sumie to przebywanie na nim wieczorem i palenie papierosa, zapijanego herbata tudziez % to jedna z moich ulubionych czynnosci zyciowych.

Dzisiaj sluchamy Trickiego.. i tyle.

Written by terriblelie

Kwiecień 1, 2008 at 7:19 pm

Napisane w city