such a terrible lie

visual diary

Archive for Czerwiec 2008

polacy, nic sie nie stalo…?

3 Komentarze

Musi byc o Euro, sory, nie da sie bez. Pojechalismy, dalismy dupy, wrociismy. I w sumie tu bym mogl skonczyc moje dywagacje na temat tego co sie stalo. Ale, ze kibicuje, mocno… ze nalogowo ogladam wszelakie mecze… to sobie pomarudze. Sprawa numer jeden, czli wrog publiczny Howard Webb. Reakcja polakow (a przynajmniej jej znakomitej wiekszosci) na zachowanie owego pana w meczu z Austria troche mnie na poczatku rozsmieszyla, pozniej zazenowala a i po drodze troche wystraszyla. Czy byl faul? Niestety… przepisy jasno stanowia o tym, ze lapanie za koszulke jest be i nie wolno. Fakt faktem, zawodnik Austrii nie byl lapany do tego stopnia, ze powaliloby go to na ziemie… zachowal sie sprytnie i niestety dla nas madrze, padl i juz. Przepisy nie nakazuja pilkarzom walczyc z grawitacja jak tylko sie da. Jasne, przyznaje, takie sytuacje dzieja sie na kazdym meczu i jakos wtedy karnych nie ma. Co nie zmienia faktu, ze podstawa do karnego byla.. face the fact. Szczegolnie, ze nasza bramka byla nieslusznie uznana ;) Rozegralismy zenujaco slabe mecze… a jednym Borucem sie mistrzostw nie wygrywa. Paradoksalnie, wydaje mi sie, ze najlepszy mecz zagralismy z Niemcami. Czytam sobie rozne fora, co ludzie maja do powiedzenia na ten temat, Wyczailem teksty o tym, ze no przeciez Leo nie trenuje dlugo polakow, to mogl nie zdazyc ich jeszcze wiele nauczyc. Ale no prosze… ludzie, litosci do chuja wafla. To jest reprezentacja kraju… ci pdobno, najlepsi z najlepszych… ja rozumiem, ze trener uczy taktyki, zachowania, szykuje mentalnie. Ale takie rzeczy jak celne podanie to mysle, ze chlopcy z reprezentacji powinni miec opanowane juz wczesniej. Bledy obrony byly karygodne (i kara zostala sluznie wymierzona). Slabo, slabo, slabo. Ze wzgledu na narodowosc, szkoda mi bardzo, ze odpadlismy… ze wzgledu na uwielbienie do samego footballu… ciesze sie, bo po kiego w turnieju druzyna, ktora po prostu gra zle, brzydko, nudno, nieskladnie? A ja i tak ciesze sie, ze nie jestem Czechem :) Obstawiam sobie jak bedzie wygladac dalsza gra w mistrzostwach. No, moze nie obstawiam, porostu chcialbym zeby wygladala nastepujaco. Rosja skopie Holandie, Hiszpania rozniesie Wlochow, Chorwacja nie da pisac Turkom. W finale znajdzie sie Chorwacja i Hiszpania, natomiast w meczu o trzecie miejsce Rosjanie zjedza Niemcow na sniadanie. Tak mi sie marzy. A kto wygra final wam nie powiem :P
Foty… ok, foty. Ponizszy set pochodzi z pewnego pieknego dnia, kiedy to wstalem o 6.30 rano i pojechalem do urzedu, zlozyc wniosek o paszport. Na miejscu bylem o 7.30… wnioski przyjmuje sie od 8.15.. w zwiazku z czym, bylem juz 5 w kolejce :] Masakra, zatrzesienie narodu… geez. Wyposazylem sie kulturalnie w numerek z automatu i poszedlem postrzelac otoczenie. Fajnie, pusto, podobalo mi sie :)
Gdy juz wrocilem i w koncu przyszla moja kolej, zdziwilem sie… i tu moje uklony w strone pani, ktora przyjmowala wniosek… bo zburzyla moj stereotyp wrednej, niemilej, zgryzliwej pani urzedniczki. Przemila, usmiechnieta, pomocna i rozmowna… dziekuje wiec ladnie pani Adeli.

Muzycznie dzis dwojako. Przede wszystkim na poczatek smutna informacja. Dnia 14 czerwca zmarl Esbjorn Svensson. Pianista nietuzinkowy i przezajebiscie uzdolniony, tworca juz w sumie legendarnego Esbjorn Svensson Trio. Za szybko i za kurwa wczesnie. Wiec w holdzie mistrzowi…

Jako, ze jestem zdania, iz pamiec i smutek to wcale nie to samo (a odnosze wrazenie, ze dla czesci ludzi tak jest)… i ze zmarli wcale od nas nie wymagaja az tak tak tego drugiego, to teraz zmienimy klimat.Przegapilem premiere nowej plyty Looptroopa i o kwietniwoym wydawnictwie dowiedzialem sie doperio pare dni temu. Jest pysznie, bardzo…wrecz cudownie. Caly album polecam bardzo mocno.

Reklamy

Written by terriblelie

Czerwiec 20, 2008 at 12:39 pm

Napisane w city

crash

6 Komentarzy

Byla „drobna” przerwa w nadawaniu. Wracamy. Za soba mam ostatnia na moim ASP sesje zaliczeniowa. Jak na zlosc, w dzien jej rozpoczecia padl mi doszzetnie komputer. Szanowny twor pana Gates’a wykrzaczyl sie na wszystkie strony swiata… a gdy probowal wstac samodzielnie na nogi dokonal malej niespodzianki, o ktorej za chwile. Tak wiec weekend sesji na uczelni uplynal pod znakiem miksu quasi-nauki oraz stawiania na nogi komputera. Co mialo isc zle, szlo zle. Najpierw okazalo sie, ze mam skopana instalke, potem nie moglem odpalic dysku. W rezultacie musialem jechac zakupic stacje dyskow (SIC!). Gdy juz postawilem sprzet w miare na nogi okazalo sie… ze szanowny mr. Okniewski byl uprzejmy wypieprzyc w kosmos ladnych pare giga moich zdjec. Cale szczescie czesc z nich odzyskam, bo leza na dyskach Magdy i Kamy bezpiecznie rawy czy to w Szczecinie czy w Sopocie (fakt faktem nieobrobione… ale lepszy rydz niz nic). W obliczu sytuacji wpadlem w drobna paranoje i tak oto witam na pokladzie nowego Seagate’a, ktory sluzyc bedzie tylko i wylacznie jako dysk na foty. No. Foty z jakiegostam tripu do wrzeszcza celem oplacenia rachunku za telefon w u mojego najukochanszego (a jakze…) operatora komorkowego, z ktorym to nie moge doczekac sie rozwodu. Wyprawa, ktora byla okraszona sytuacja dosc specyficzna. Otoz stalem sobie kulturalnei na przystanku autobusowym jakze niezmiernie punktualnej linii 199(serio, co drugi autobus przyjezdza praktycznie w tym momencie gdy powiniene juz byc nastepny… robia to z zadziwiajaca prawidlowoscia). Na uszach sluchawki, w ustach papieros. Nie zebym byl jakims fanatykiem przestrzegania przepisow miejskich, ale tym razem faktycznie stalem przepisowa odleglosc od przystanku, zeby nie truc innych oczekujacych. Gdy szanowny wyrob nikotynowy dogorywal juz i konczyl swoj zywot, podszedlem do kosza na smieci, ulukowanego tuz przy wiacie przystanka. Los chcial, ze pratycznie z piekielnych czelusci w trybie natychmiastowym wyrosl przy mnie patrol strozy prawa.

-dzien dobry, prosze chwile poczekac.

Zdjalem z glowy sluchawki, domyslajac sie, ze panowie sa bardzo nieszczesliwi, ze lamie prawo i przebywam z papierosem (ktorego kurwa mac szedlem zgasic) w strefie zabrobionej. Kulturalnie sie przywitalem i usmiechnalem zza czarnych okularow.

-czy widzi pan znak na przystanku? tu nie wolno palic.

-wiem o tym, dlatego stalem dalej a teraz ide tego papierosa zgasic.

I tu sytuacja robi sie dosc dziwna. Bo naprawde nie spodziewalem sie, ze dwoch mlodych panow bedzie mialo problemy zeby pojac (no kurcze, jeden z nich mial nawet okulary), ze to odrobine debilna sprawa, ze smietnik jest ustawiony w takim miejscu, iz czlowiek z papierosem, chocby skaly sraly, nie jest w stanie dojsc do niego bez wkraczania w owa strefe. Panowie naciskali i tlumaczyli… w sumie rozmowa jak miedzy sokowirowka a teleskopem… ni chu, nic, zerowe porozumienie. Rezultat byl taki, ze autobus laskiawie mi spieprzyl a ja stalem i czekalem az stroze prawosci sprawdza moj dowod osobisty i odesla z klasycznym „prosze wiecej tego nie robic”.
Rezultat byl taki, ze przenioslem sie na peron skm i ruszylem dalej w podroz po miescie.

Dzisiaj bedzie w sumie spokojnie, powoli i kolyszaco.
Na poczatek cover Lou Reeda…

A nastepnie utwor, ktory mnie juz od dawien dawna kladzie na lopatki…

Written by terriblelie

Czerwiec 15, 2008 at 11:36 pm

Napisane w city