such a terrible lie

visual diary

Archive for Lipiec 2008

o wolnosci pisania wstepniakow…

4 Komentarze

Czytam gazety. Oddaje sie tej czynnosci, tak jak kazdy czlowiek w miejscach roznych…komunikacja publiczna, lozko, stol nad ktorym wkladam w siebie sniadanie… czy tez oczywiscie swiatynia dumania. Dla zabicia czasu, z zainteresowania, z nudow. Ostatnimi czasy przebywajac w Szczecinie wpadl mi w rece ostatni (chyba) numer magazynu A4. Jako, ze gazete ta zawsze raczej wolalem od strony zdjeciowej niz werbalnej to myslalem, ze bedzie slownie jak to przewaznie w tymze magazynie bywa… czyli roznie… kwadratowo i podluznie. Tak jak artykuly w A4 mnie specjalnie nie ruszaly w wiekszosci (chociaz przyznaje, ze znalazlem pare perelek… glownie w postaci wywiadow… vide urokliwa rozmowa z panem Stanko pare numerow temu), ale czepiac sie czego nie bylo w zasadzie… tak ostatnio po raz kolejny zostalem zakasowany przez wstepniak. Numer traktuje o wolnosci, w pojeciu ogolnym. Tak wiec, szanowna pani redaktor naczelna… otwierajac kolejny numer swojego pisma, w ktorym to lubuje sie w poswiecaniu ostatnich kkilku stron swoim och ach offowo dupnym fotkom z imprez, poczela rozpisywac sie o wolnosci…
Kurwa mac! ze tak powiem wprost. Ja naprawde wiem i rozumiem, ze nie kazdy na swiecie moze byc pisarzem, tak samo nie kazdy bedzie malarzem, hydraulikiem, kucharzem czy specem od kladzenia blachodachowki. Pomyslmy nad tym na jakims przykladzie… ot, na mnie. Nie jestem pisarzem, dziennikarzem, poeta ani nikim insotnym w swiecie skladania literek. Mam bloga i sobie na nim skrobne cos czasem, nikomu nie szkodze, nikt za to nie placi, nikogo nie zmuszam do czytania moich wypocin. Zastanawiam sie czy szanowna pani redaktor naczelna ma chociaz odrobine dystansu do tego co jej z palcow wyplywa… albo czy pomyslala kiedys nad zlozeniem tejze bardzo szlachetnej broni jaka jest pioro… przynajmniej zeby nie meczyc ludzi, ktorzy jak by na to nie spojrzec wydaja pieniadze na gazete. Niech zalozy bloga, serio.. dam linka i bede lobbowal. Z wstepniaka redakcyjnego dowiadujemy sie, ze szanowna pani redaktor juz jako dziecko zawsze chodzila wlasnymi sciezkami, ze mama mowila jedno a ona robila drugie, ze byla utrapieniem swoich owczesnych pracodawcow (moze pisala dla nich wstepniaki?) itd itp… a to wszystko napisane tak, ze jestem faktycznie w stanie uwierzyc, ze gdy mama kazala poczytac ksiazke (co by czlowiek sobie troche rozbudowal slownictwo i sie mentalnie pozywil), to pani redaktor zamiast tego ubierala barbie.
Moze to i taka wolnosc, ze jak sie ma swoje pismo to mozna sobie pisac w nim co sie chce a przeciez nie ma nakazu do kupowania gazety… ale jak juz ktos sie wybierze do salonu prasowego, polozy banknot na ladzie, to dla mnie efektem tejze wolnosci jest to, ze czytelnik jest robiony po prostu w chuja, ze to tak skromnie ujme… bo placi za cos co mozna poczytac na blogu w miare rozgarnietej 17 latki .. i to zupelnie za darmo.
Zeby nie bylo, ze sie wyzywam dla przyjemnosci… absolutnie kazdemu polecam swietny tekst pana Bryndala na temat wolnosci, ktory to znajduje sie paredziesiat kartek dalej za smutna pierwsza strona.

Dzis od strony muzycznej bedzie klasyka z NYC, czyli Sick Of It All, ktore to ostatnimi czasy odkrywam na nowo. Mocno, szybko, z kopem i do przodu.






A dla tych, ktorym badz to wlasnie poplynela krew z uszu, badz po prostu nie przebrneli nawet przez pierwsze 30 sekund dowolnego z wyzej zapodanych utworow, cos na cudne uspokojnie i pobujanie…

ps. utwor jest dedykowany i wazny

Ahhh, bym zapomnial… prawdopodobnie niebawem rusza nowy projekt blogowy… jeszcze nie wiem, ale bede sie starac… jaki? kiedy? stay tuned for updates.

until next time
buzi i hatifnaty

Reklamy

Written by terriblelie

Lipiec 26, 2008 at 10:58 pm

Napisane w city