such a terrible lie

visual diary

Archive for Czerwiec 2010

w sensie, ze idz pan w chuj z takim sedziowaniem

leave a comment »

Jest na blogu taka tradycja, ze foty czesto nie sa absolutnie zwiazane z moimi wylewami werbalnymi (ok, moze nie ma, ale w sumie nie jest to az tak istotne, chociaz jezeli faktycznie nie ma to de facto zdanie otwierajace jest pozbawione sensu, ale…). Mundial, czyli dla mnie cos na wzor tego co odczuwaja ludzie fanatycznie religijni w czasie Bozego Narodzenia, Hanuki czy innej pielgrzymki do Mekki. RPA to dziwne miejsce dla pilki noznej, popieprzone wyniki, pilka ktora albo jest do dupy albo nagle wszyscy zawodnicy zapomnieli jak sie strzela z dystansu (z nielicznymi wyjatkami), kurworzucnogenne wuwuzele… no i arbitrzy. Sedziowie sie myla, standard, klasyka, chleb powszedni… ale nosz do chuja wafla, dziesiejszy dzien przebil praktycznie wszystko. O ile bramke dla Argentyny mozna by przebolec i uznac, ze sedzia akurat mial przez przypadek glowe we wlasnym tylku… o tyle w zestawieniu z tym co sie stalo kilka godzin wczesniej jawi sie caloksztalt, ktory troche przechodzi poklady rozumowania czegokolwiek z IQ powyzej czerstwej kromki chleba. Rozumiem, ze mozna nie byc pewnym czy pilka wpadla do bramki calym obwodem… serio. Ale naprawde mam problemy ze znalezieniem slownictwa na nie dostrzeganie tego, ze pilka ewidetnie wpadla do bramki przynajmniej na 40 cm za linie koncowa. Sedziowie na MŚ 2010 myla sie w sposob wrecz dramatyczny, zenujacy. Nawet o teorie spiskowe rodem z azjatyckich mistrzostw ich posadzac nie mozna, bo o ile tam dalo sie dostrzec „pomylki” przewaznie w jedna strone, o tyle tutaj mamy cala parade parasedziowania przez ludzi, ktorzy powinni miec na oczach szkla grubosci wszystkich sloikow z piwnicy babci. Moze i niemcy i tak by wygrali, Argentyna tez… ale to akurat w tym wszystkim nie jest istotne. Fakt, ze szanowny pan Sepp „zatrzymalem sie w czasach gdy nie bylo jeszcze kola a pilka byla kwadratowa” Blatter jak ognia leka sie powtorek wideo i fotokomorek zakrawa na *tu miejsce dla osoby, ktora wymysli na to zupelnie nowe slowo, ktore w jezyku polskim nie istnieje*. Temat byl poruszany przez dzialaczy pewnie juz setki razy (jak i temat 5ciu sedziow), „wspanialy” Sepp raz na jakis czas rzucal ochlap nadzieji (chociazby sytuacja z eliminacji i meczu barazowego Francja – Irlandia i reka Henrego, po ktorej pan Blatter stwierdzil, ze nie moze wiecej dochodzic do takich sytuacji w pilce)… i tyle. Pilki staja sie szybsze, zawodnicy silniejsi, stadiony pewnie niedlugo beda lewitowac w powietrzu… ale wykrozystania techniki wideo znanej od dziesiecioleci wprowadzic sie widocznie nie da…
Do chuja z takim sedziowaniem, pieprzyc taka Fife…
Trace powoli chec ogladania mundialu, ale postaram sie, moze bedzie dobrze… czego zycze i sobie i innym kibicom, a panu Blatterowi najserdeczniej i najszczerzej zycze zeby dostal hemoroidow wielkosci glowy Teveza, amen.


Przynajmniej zdjecia sa z milego dnia.

Muzycznie cos jeszcze dla Sepp’a

i cos dla mnie do papierosa na parapecie

Reklamy

Written by terriblelie

Czerwiec 28, 2010 at 1:17 am

for those about to rock… we salute you!

3 Komentarze

Papieros w paszcze i pisze…

27.5.2010 godzina 8.30 rano myk do auta i wyjazd w kierunku miasta stolecznego zeby na zywo doswiadczyc legendy AC/DC. W drodze zacny before (dla niektorych nawet zbyt zacny, tu pozdrawiam Marte, ktora miala chwile beforowej slabosci chwile przed wjazden na Izabelin)… dobre miejsce parkingowe tuz przy lotnisku bemowskim i jestesmy. Masa ludzi, przewazaja Polacy, ale spotykam tez Litwinow, Lotyszy, Slowakow, Niemcow i Holendrow. Koszulki AC/DC gdzie tylko czlowiek spojrzy. Dobra, jest 15… wchodzimy. Oczekiwanie na suportujacy Dzem okraszone okupowaniem frontowych miejsc strefy, masa dowcipow (smacznych, niezbyt smacznych, przeokrutnie niesmacznych… a wszystkich dobrych) w towarzystwie ekipiy Śląsko-Trojmiejskiej. Machanie do biednej pani bedacej ofiara powodzi w wykonaniu kilkunastu tysiecy ludzi (kto byl ten zrozumie). Jest! Jest Dzem! Solidny prawie godzinny set… po czym cisza, oczekiwanie. Punkt 21 zapalaja sie swiatla, na poteznym ekranie pojawia sie animacja, na ktorej Angus z mina czystego szalenca ajsidisowym krejzi trejnem pedzi na zlamanie karku. Chmura dymu… i oto na scenie pojawia sie ogromna lokomotywa z rogami dyszaca ogniem na wszystkie strony. Cudowny poczatek cudownego koncertu. Czystych dwoch godzin porazajacego rockowego grania. Kilka utworow i jest urpagniony i wyproszony przez publike „Thunderstruck”… mi czapke z glowy zrywa nieziemskie „Back in black” oraz wrecz orgazmogenne „Hells bells”. Jest wszystko czego fan rasowego rocka moze zapragnac. Solowki, popisy, niezliczone biegi Angusa po wysunietym ze sceny wglad publiki wybiegu, ba… jest nawet striptiz przy „The jack” (55 latek rozbierajacy sie z pelnym luzem przed 65 tys. ludzi… to trzeba zobaczyc). Jest i gigantycznych rozmiarow dmuchana lala Rosie (wiadomo przy jakim kawalku). Nawet niespecjalnie lubiane przeze mnie „Highway to hell” robi swietne wrazenie. I to zakoczenie… okraszone spora iloscia ognia i obowiazkowymi strzalami z dzial „For those about to rock we salute you”. Dwie godziny… dwie fenomenalne godziny, bez tandety, bez sciemniania, bez udawania. Pokaz czystej energii i rasowej prawdziwej muzyki. Wracamy do auta ze szczekami wlokacymi sie po trawie lotniska kilka metrow za kazdym z ekipy. Wsiadamy i okolo 5 rano widzimy kominy rafinerii gdanskiej.
Jasne, mozna sie uczepic wrecz absolutnie debilnego rozwiazania przy wyjezdzie z koncertu (debilnosc to niezmiernie delikatne okreslenie). Mozna marudzic, ze jak na rockowy koncert to picie piwa w zamknietej malej strefie jest wrecz tragikomiczne (znalezienie trawnika pod tafla jednorazowych kubkow zakrawalo o cud). Mozna narzekac, ze niespecjalnie apetyczna zapiekanka kosztuje 12pln. Ale wlasne doznania z samego kocnertu, widok tysiecy usmiechnietych paszcz pw przedziale wiekowym od 16 do 50 lat rekompensuje wszystko. Legenda nie zwiodla, legenda zostawila w kazdym pamiatke na zycie. Australisjcy mistrzowie mogliby mimo wieku nauczyc cholernie duzo wiekszosc pseudorockowych tworow muzycznych czasow wspolczesnych… a zebrani do kupy maja juz 292 lata. Czysty rock and roll.

Written by terriblelie

Czerwiec 20, 2010 at 4:04 pm