such a terrible lie

visual diary

Archive for the ‘dzieje sie’ Category

sound that the triggers make

3 Komentarze

Nie chce mi sie pisac. Nie bede narzekac na tych co im ewidentnie zwoje mozgowe podmieniono na transport gnoju. Nie chce mi sie. Nie dlatego ze dziadzieje, ze siedze w domu z psem i ogladam filmy na przemian z czytaniem ksiazek. Otwieranie paszczy staje sie troche trudniejsze. Dzieki za kilka naprawde swietnych spraw ostatnimi czasy, za zalatwienie dobrych wyjsc (nawet jezeli godzine przez terminem… Fiszu ;) ), dzieki za zajebisty schab w zalewie (ktory w polowie przypalilem… miskuzi), dzieki za pewne wizyty, dzieki za brak pewnych innych wizyt. Dzieki dla Lecha za mozlwiosc zobaczenia pierwszy raz pelnej konfrontacji w rzutach karnych, dzieki dla Wisly, Jagi i Ruchu za przypomnienie jaki stan ma nasz krajowy football. Kurwa, nawet psu podziekuje, za to z mnie nauczyl wstawac o wczesnych godzinach (po czym wracamy i on idzie spac, a ja juz nie za bardzo moge..srsly.. dzieki Max).
Lad i sklad werbalny poszedl sie kulturalnie jebac.
Do zobaczenia na Dub’ie, na Konwencie, moze na Napalm Death, na pewno wiele razy w Papryce, na pewno tez przy kanale w NP… ale to juz nie tak czesto ze wzgledow logistycznych.

muzycznie pan Cień… wspomnieniowo

Reklamy

Written by terriblelie

Lipiec 31, 2010 at 10:14 am

for those about to rock… we salute you!

3 Komentarze

Papieros w paszcze i pisze…

27.5.2010 godzina 8.30 rano myk do auta i wyjazd w kierunku miasta stolecznego zeby na zywo doswiadczyc legendy AC/DC. W drodze zacny before (dla niektorych nawet zbyt zacny, tu pozdrawiam Marte, ktora miala chwile beforowej slabosci chwile przed wjazden na Izabelin)… dobre miejsce parkingowe tuz przy lotnisku bemowskim i jestesmy. Masa ludzi, przewazaja Polacy, ale spotykam tez Litwinow, Lotyszy, Slowakow, Niemcow i Holendrow. Koszulki AC/DC gdzie tylko czlowiek spojrzy. Dobra, jest 15… wchodzimy. Oczekiwanie na suportujacy Dzem okraszone okupowaniem frontowych miejsc strefy, masa dowcipow (smacznych, niezbyt smacznych, przeokrutnie niesmacznych… a wszystkich dobrych) w towarzystwie ekipiy Śląsko-Trojmiejskiej. Machanie do biednej pani bedacej ofiara powodzi w wykonaniu kilkunastu tysiecy ludzi (kto byl ten zrozumie). Jest! Jest Dzem! Solidny prawie godzinny set… po czym cisza, oczekiwanie. Punkt 21 zapalaja sie swiatla, na poteznym ekranie pojawia sie animacja, na ktorej Angus z mina czystego szalenca ajsidisowym krejzi trejnem pedzi na zlamanie karku. Chmura dymu… i oto na scenie pojawia sie ogromna lokomotywa z rogami dyszaca ogniem na wszystkie strony. Cudowny poczatek cudownego koncertu. Czystych dwoch godzin porazajacego rockowego grania. Kilka utworow i jest urpagniony i wyproszony przez publike „Thunderstruck”… mi czapke z glowy zrywa nieziemskie „Back in black” oraz wrecz orgazmogenne „Hells bells”. Jest wszystko czego fan rasowego rocka moze zapragnac. Solowki, popisy, niezliczone biegi Angusa po wysunietym ze sceny wglad publiki wybiegu, ba… jest nawet striptiz przy „The jack” (55 latek rozbierajacy sie z pelnym luzem przed 65 tys. ludzi… to trzeba zobaczyc). Jest i gigantycznych rozmiarow dmuchana lala Rosie (wiadomo przy jakim kawalku). Nawet niespecjalnie lubiane przeze mnie „Highway to hell” robi swietne wrazenie. I to zakoczenie… okraszone spora iloscia ognia i obowiazkowymi strzalami z dzial „For those about to rock we salute you”. Dwie godziny… dwie fenomenalne godziny, bez tandety, bez sciemniania, bez udawania. Pokaz czystej energii i rasowej prawdziwej muzyki. Wracamy do auta ze szczekami wlokacymi sie po trawie lotniska kilka metrow za kazdym z ekipy. Wsiadamy i okolo 5 rano widzimy kominy rafinerii gdanskiej.
Jasne, mozna sie uczepic wrecz absolutnie debilnego rozwiazania przy wyjezdzie z koncertu (debilnosc to niezmiernie delikatne okreslenie). Mozna marudzic, ze jak na rockowy koncert to picie piwa w zamknietej malej strefie jest wrecz tragikomiczne (znalezienie trawnika pod tafla jednorazowych kubkow zakrawalo o cud). Mozna narzekac, ze niespecjalnie apetyczna zapiekanka kosztuje 12pln. Ale wlasne doznania z samego kocnertu, widok tysiecy usmiechnietych paszcz pw przedziale wiekowym od 16 do 50 lat rekompensuje wszystko. Legenda nie zwiodla, legenda zostawila w kazdym pamiatke na zycie. Australisjcy mistrzowie mogliby mimo wieku nauczyc cholernie duzo wiekszosc pseudorockowych tworow muzycznych czasow wspolczesnych… a zebrani do kupy maja juz 292 lata. Czysty rock and roll.

Written by terriblelie

Czerwiec 20, 2010 at 4:04 pm

swervin’ with the krush

6 Komentarzy

Bibio przyjemnie rozgrzal, Krush jak sam nickname wskazuje – zmiazdzyl.

krush

ps. chcialem bardzo serdecznie pozdrowic ochrone klubu Versalka i wspomniec, ze podziwam ich niesamowity profesjonalizm, swietne podejscie do ludzi oraz nieposkromiona chec udowadniania dookola jacy to sa zajebisci i jak bardzo zawsze maja racje…




Written by terriblelie

Październik 13, 2009 at 1:09 pm

Napisane w dzieje sie, music

jam

3 Komentarze

Tak na spontanie. Swietny jam session w Papryce. Biorac pod uwage czasy naswietlania i moj stan upojenia to jakakolwiek ostrosc na zdjeciach came to me as quite a surprise.

jam

Kacik muzyczny dzs po czesci bedzie humorystyczny : )


+ Lipa wykonujacy akustycznie stary kawalek Illusion

Written by terriblelie

Marzec 15, 2009 at 12:02 am

photoday 2.0

6 Komentarzy

Spozniona fotorelacja. Wrzucam zeby nie bylo ze blog zdycha i w ogole dramat ajwaj. W sumie to pisac mi sie za bardzo nie chce. Albo inaczej… nie, ze nie mam nic do gadania, ale jakos mi palce odmawiaja checi odbycia tanca po klawiaturze, o. A tak naprawde relacja i tak sprowadza sie w rezultacie do tego, ze chcialem wam pokazac jaka Jarek ma zajebista poduszke :]
stocznia1

Ale muzycznie bedzie : ) nie ma, ze boli…
najpierw swietny klip i odrobine slabszy track… a nastepnie juz wiekowy klip (chociaz nadal fenomenalny w swoim klimacie) i wciaz swietny kawalek

Written by terriblelie

Grudzień 12, 2008 at 11:38 pm

Napisane w city, dzieje sie

dla niepoznaki taki

2 Komentarze

Ruszyl nowy projekt w 3miescie… akcja zwie sie Bursztynowa Fregata i powiem szczerze, z poczatku bylem nastawiony sceptycznie. Z zalozenia forma prezentacji… zdjeciowo/muzyczno/literacko/filmowo i cholera wie jeszcze jakiej. Udalem sie na pierwsze spotkanie, na ktorym to wyswietlany byl film „w stepie szerokim”. Ciezko opisac… no serio, nie ze jakas doszczetna masakra i nowe objawienie kina. Ale naprawde… usmialem sie i to solidnie… i to cholera bardziej niz na wielu standardowych polskich komediach. Zarekomendowac moge trailerem (at the very bottom) oraz tym, ze film zostal sklecony przez ta sama ekipe, ktora zrobila „wozonko”… kto widzial, ten wie ;]
ps. tak, bede sklecal swoj projekt wizualno/dzwiekowy na Bursztynowa Fregate
pss. nie, nie dlatego o tym pisze… bo nawet gdybym nie mial zamiaru uczestnictwa, to i tak bym polecil, bo akcja choc nie zrywa skalpu niczym szabla po machnieciu Kmica, jest fajnym pomyslem i dobrze, ze ktos cos takiego robi.
Foty sopotowe spacerowe.

Muzycznie bedzie gitarowo i klimatycznie…




No i wspomniany trailer do filmu : )

until next time, take care

Written by terriblelie

Wrzesień 4, 2008 at 7:36 pm

Napisane w city, dzieje sie