such a terrible lie

visual diary

Archive for the ‘icomplainalot’ Category

*

leave a comment »

Od pewnego czasu odnosze wrazenie, ze w zmianach jednak nie zawsze jest klucz i chcialbym zeby kilka rzeczy zostalo po staremu. Kogos cos boli fizycznie, kogos mentalnie, bo ktos cos powiedzial, ta nie chce tu, ten nie chce tam. Gdyby to wszystko wrzucic do mixera to w ramach rezultatu otrzymalibysmy niezbyt sprawnego 80cio latka z problemami emocjonalnymi na poziomie zaawansowenej podstawowki, wzglednie wczesnego liceum (przepraszam, nie chodzilem do gimnazjum, jestem za stary, nie wiem jak tam jest… ). Ekipy doznaja stanu ujemnego gdyz przyrost nowych jednostek za cholere nie jest w stanie wyrobic za odpadaniem „starej gwardii”. Po mieszadle, bedacym uprzedmiotowieniem gryfu od stratocastera splywa pierwsza kropla lodu do szklanki danielsa, wiec czas skierowac szklanke do ust i uaktualnic jeden z bardziej niechronologicznych dziennikow wizualnych jakie dane mi bylo prowadzic czy tez ogladac (zdanie kandyduje do tytulu: grafomania roku).

Droga do miasta, ktorego nazwa paradoksalnie umiejscawialaby je nad duzym akwenem wodnym. Dobra droga, w dobrym towarzystwie, w 28 letnim audi ktore oferowalo bonusy typu brak podswietlania na desce rozdzielczej.

A w Lodzi feszyn łik czy jak tenze twor sie zwal. Pokazy zakazy nakazy i innej masci zarazy. O ile sama impreza zacna, fajnie zorganizowana… o tyle widownia w sporej czesci to cos czego chyba nie bede opisywal, szczegolnie, ze ostatnio dowiedzialem sie, ze podobno strasznie smutne rzeczy na owym blogu pisze. Jedno zdanie tylko… zalozenie na pokaz odbywajacy sie w ciemnej postfabrycznej hali, gdzie i tak niewiele widac czarnych raybanow i mieszanki stylu lat 20ych i technomodernchujwieczego nie czyni z ciebie szanowna istoto niczego poza wygladaniem troche debilnie… a na pewno nadecie (wzdecie?).

Na owej feszynowej imprezie udalo mi sie spotkac Grzesia i milo pogawedzic, zobaczcie jak foci… bo naprawde mozna nakarmic milo ograny widzenia.

I powrot do domu, ta sama ekipa, to samo audi… rozmowy o projektach, o pierdolach, o muzyce i o dzieciach z parowka.

A pozniej przyszla jesien, skuter rezydujacy pod moim blokiem zapadal w sen zimowy, z drzew spadly durexy i malpki a moj pies postanowil dokonac demontazu sfatygowanego juz i tak elementu krajobrazowego typu krzak, ktorego zrownanie z podlozem zajelo mu kilka dni.

I byly jeszcze bifory…

Byla i cale szczescie jest w tak samo dobrej formie Papryka.

Byly tez aftery :)

Kurwa, nawet slonce bylo

Zatem z pelna odpowiedzialnoscia i rozwaga doprowadze sie dzisiaj do stanu nietrzezwosci, cheers.

amen, do nastepnego, weselszego.

Reklamy

Written by terriblelie

Styczeń 12, 2011 at 7:55 pm

sound that the triggers make

3 Komentarze

Nie chce mi sie pisac. Nie bede narzekac na tych co im ewidentnie zwoje mozgowe podmieniono na transport gnoju. Nie chce mi sie. Nie dlatego ze dziadzieje, ze siedze w domu z psem i ogladam filmy na przemian z czytaniem ksiazek. Otwieranie paszczy staje sie troche trudniejsze. Dzieki za kilka naprawde swietnych spraw ostatnimi czasy, za zalatwienie dobrych wyjsc (nawet jezeli godzine przez terminem… Fiszu ;) ), dzieki za zajebisty schab w zalewie (ktory w polowie przypalilem… miskuzi), dzieki za pewne wizyty, dzieki za brak pewnych innych wizyt. Dzieki dla Lecha za mozlwiosc zobaczenia pierwszy raz pelnej konfrontacji w rzutach karnych, dzieki dla Wisly, Jagi i Ruchu za przypomnienie jaki stan ma nasz krajowy football. Kurwa, nawet psu podziekuje, za to z mnie nauczyl wstawac o wczesnych godzinach (po czym wracamy i on idzie spac, a ja juz nie za bardzo moge..srsly.. dzieki Max).
Lad i sklad werbalny poszedl sie kulturalnie jebac.
Do zobaczenia na Dub’ie, na Konwencie, moze na Napalm Death, na pewno wiele razy w Papryce, na pewno tez przy kanale w NP… ale to juz nie tak czesto ze wzgledow logistycznych.

muzycznie pan Cień… wspomnieniowo

Written by terriblelie

Lipiec 31, 2010 at 10:14 am

w sensie, ze idz pan w chuj z takim sedziowaniem

leave a comment »

Jest na blogu taka tradycja, ze foty czesto nie sa absolutnie zwiazane z moimi wylewami werbalnymi (ok, moze nie ma, ale w sumie nie jest to az tak istotne, chociaz jezeli faktycznie nie ma to de facto zdanie otwierajace jest pozbawione sensu, ale…). Mundial, czyli dla mnie cos na wzor tego co odczuwaja ludzie fanatycznie religijni w czasie Bozego Narodzenia, Hanuki czy innej pielgrzymki do Mekki. RPA to dziwne miejsce dla pilki noznej, popieprzone wyniki, pilka ktora albo jest do dupy albo nagle wszyscy zawodnicy zapomnieli jak sie strzela z dystansu (z nielicznymi wyjatkami), kurworzucnogenne wuwuzele… no i arbitrzy. Sedziowie sie myla, standard, klasyka, chleb powszedni… ale nosz do chuja wafla, dziesiejszy dzien przebil praktycznie wszystko. O ile bramke dla Argentyny mozna by przebolec i uznac, ze sedzia akurat mial przez przypadek glowe we wlasnym tylku… o tyle w zestawieniu z tym co sie stalo kilka godzin wczesniej jawi sie caloksztalt, ktory troche przechodzi poklady rozumowania czegokolwiek z IQ powyzej czerstwej kromki chleba. Rozumiem, ze mozna nie byc pewnym czy pilka wpadla do bramki calym obwodem… serio. Ale naprawde mam problemy ze znalezieniem slownictwa na nie dostrzeganie tego, ze pilka ewidetnie wpadla do bramki przynajmniej na 40 cm za linie koncowa. Sedziowie na MŚ 2010 myla sie w sposob wrecz dramatyczny, zenujacy. Nawet o teorie spiskowe rodem z azjatyckich mistrzostw ich posadzac nie mozna, bo o ile tam dalo sie dostrzec „pomylki” przewaznie w jedna strone, o tyle tutaj mamy cala parade parasedziowania przez ludzi, ktorzy powinni miec na oczach szkla grubosci wszystkich sloikow z piwnicy babci. Moze i niemcy i tak by wygrali, Argentyna tez… ale to akurat w tym wszystkim nie jest istotne. Fakt, ze szanowny pan Sepp „zatrzymalem sie w czasach gdy nie bylo jeszcze kola a pilka byla kwadratowa” Blatter jak ognia leka sie powtorek wideo i fotokomorek zakrawa na *tu miejsce dla osoby, ktora wymysli na to zupelnie nowe slowo, ktore w jezyku polskim nie istnieje*. Temat byl poruszany przez dzialaczy pewnie juz setki razy (jak i temat 5ciu sedziow), „wspanialy” Sepp raz na jakis czas rzucal ochlap nadzieji (chociazby sytuacja z eliminacji i meczu barazowego Francja – Irlandia i reka Henrego, po ktorej pan Blatter stwierdzil, ze nie moze wiecej dochodzic do takich sytuacji w pilce)… i tyle. Pilki staja sie szybsze, zawodnicy silniejsi, stadiony pewnie niedlugo beda lewitowac w powietrzu… ale wykrozystania techniki wideo znanej od dziesiecioleci wprowadzic sie widocznie nie da…
Do chuja z takim sedziowaniem, pieprzyc taka Fife…
Trace powoli chec ogladania mundialu, ale postaram sie, moze bedzie dobrze… czego zycze i sobie i innym kibicom, a panu Blatterowi najserdeczniej i najszczerzej zycze zeby dostal hemoroidow wielkosci glowy Teveza, amen.


Przynajmniej zdjecia sa z milego dnia.

Muzycznie cos jeszcze dla Sepp’a

i cos dla mnie do papierosa na parapecie

Written by terriblelie

Czerwiec 28, 2010 at 1:17 am

rumors of my demise have been greatly exaggerated

leave a comment »

Jestem jestem, chociaz troche mniej (jak sie mierzy poziom… jestenia?)… przeprowadzony, pozornie nawet uszczesliwony. Cholera wie czym zmotywowany, ale postaram sie uciagnac tego juz leciwego bloga. Na dniach update z wyjazdu na AC/DC i moze troche paplaniny o muzyce i o tym dlaczego indirok ssie a pjur rokendrol wciaz przyprawia mnie o dreszcze.
Fakt faktem zmuszenie sie do gadania staje sie trudniejsze z dnia na dzien, nie tylko w sieci.

Cos na ucho

ps. gdyby ktos jeszcze nie zauwazyl… moj drugi projekt blogowy, czyli snapday doznal rekolacji na tumblra -> KLIK

Written by terriblelie

Maj 29, 2010 at 11:56 am

Napisane w city, icomplainalot, people

narzeku narzeku ale i chwalu trochu

7 Komentarzy

Troche mnie nie bylo, skjuzmi for that. Z ataku lenistwa wybudzila mnie wczorajsza akcja jako bylo mi niestety dane przebrnac z siecia plus gsm. Otoz od operatora tego odchodze z pare tygodni… a przynajmniej taka mam nadzieje. Ale kolejno… jak to szlo. Czas temu jakis zostaly zlozone papiery w Play’u o przeniesienie numeru. A w zasadzie dwoch numerow (jeden mojej szanownej ukochanej rodzicielki). Czasu troche minelo wiec trzeba by sie bylo dowiedziec co i jak. Telefon do play i info „plus nie wyrazil zgody na przeniesienie, nie wiemy dlaczego, najlepiej sie z nimi skontaktowac”. Ok… no to sie kontaktujemy „my wyrazilismy zgode prosze pana, ale potem play nam chyba omylkowo przeslal drugi zestaw dokumentow i na te drugie sie po prostu nie zgodzilismy bo po co, skoro juz na porpzednie wyrazilismy zgode, prosze to sprawdzic w playu”. No dobrze. Co sie okazalo, zadnych dokumentow dwa razy wyslanych nie bylo, za to podano mi kod pod jakim zostalo wyslane zadanie o przeniesienie numerow, wraz z dokladna godzina (co do sekundy) nadania tego. Telefon do plusa… (juz jestem na skraju kurwicy) „no taaak, kody mamy, ale dokumentow zadnych nie dostalismy jeszcze”, a na pytanie „to jakim cudem przed chwila inny konsultant powiedzial, ze dostaliscie dwa razy” niestety pani z ktora prowadzony byl dialog, odpowiedziec nie potrafila. Sprawa w koncu trafila do jakiegos troche wiekszego plusowego guru niz pionek z bok’u. Pan guru sie naprzepraszal jak szalony i w ogole lizanie posladkow czule i milutkie. Co sie okazalo w rezultacie… play wyslal jeden dokument, o drugim zapomnial… jeden dokument zostal przyjety (co ciekawe, pracownicy plusa twierdzili wczesniej, ze w ogole przeciez byly dwa i nie zostalo nic przyjete… a jeszcze wczesniej zostala wyslana do play odmowa… maslo maslane). Pan guru rowniez zajal sie tym, zeby play dostal zgode (i slowa dotrzymal). Tak wiec moja szanowna rodzicielka juz niedlugo sie rozstanie z plusem. A ja? Ja bycmoze tez… o ile siec z miazdzaco przekonujacym biurem obslugi zgodzi sie na oddanie numeru z pominieciem okresu wypowiedzenia (o co play wystapil dzisiaj tlumaczac ze to ich wina a nie klienta)… sprawa dobrej woli tak naprawde. Ja wiem… to wszystko jest napisane tak, ze usta samoczynnie ukladaja sie w takie WTF?! … ale dokladnie tak wczoraj sie czulem rozmawiajac z przedstawicielami plusa (wylaczmy z tego milego pana szefa, ktory zrobil naprawde dobre wrazenie). Dzowniac tak sobie.. to do jednej sieci to do drugiej, przyznac musze ze w playu obsluga byla zajebiscie pomocna, szybka i sprawna (ok, zrypali… zapomnieli… no bywa, ale przynajmniej nie lecieli w chuja). Czekam na „wyrok” w sprawie tego, czy bede zmuszony siedziec w sursdżiesem do drugiej polowy grudnia… oby nie.

Foty… umm, ok nie trzeba byc einsteinem zeby skumac, ze nie maja totalnie nic wspolnego z wczesniejszym akapitem. Ale sobie przypomnialem jakos teraz, ze wlasnie niedawno w Sopocie cieszylem sie, ze sezon sie skonczyl… ze moje rodzinne strony nie sa zadeptywane przez ogolnokrajowy sped ludzi z pod znaku „ojaaa molo!” albo „ojaaa najebmy sie w jakims klubie na plazy”. Nie mam nic przeciwko turystom, naprawde… sa fajni, kolorowi, wprowadzaja troche egzotyki… ale uwazam, ze powinno sie ich wpuszczac do miast z dokladna kontrola liczebnosci. Nie ma ze boli. Naprawde z dupy sprawa jest schodzenie 20 minut w dol monciaka, bo tlum drepta jak slimak co wpelz w gowno filmowany na slow motion. Troche mniej… pliz. No ale… sezonu juz brak, Sopot odzyskuje swoj klimat i mi sie z tego powodu paszcza troche usmiecha.

ps. w dniu dzisiejszym jadac autobusem bylem swiadkiem takiej akcji: centrum Wrzeszcza, ulica grunwaldzka w strone gdanska, na prawym pasie zatrzymuje sie Cayennka jakis orginal, odpala awaryjne.. wysiada… i idzie do bankomatu. Przepraszam bardzo, ale NOSZKURWAMAC.

Ponarzekalem. A teraz foty.

sooo

Muzycznie bedzie spokojnie raczej. I skromnie… bo tylko jeden utwor, za to z niesamowitym brzemieniem a rowniez wg mnie przeswietnym tytulem. DJ Shadow „midnight in a perfect world”

do napisania

ps2. Po czesci podniesienie dupy i splodzenie posta zostalo tez u mnie wywolane przez Konrada, ktory notabene mial wczoraj urodziny.. wszystkiego najlepszego ziom :)

Written by terriblelie

Listopad 7, 2008 at 8:29 pm

Napisane w city, icomplainalot