such a terrible lie

visual diary

Archive for the ‘live action’ Category

kult: unplugged

with one comment

Rychlo w czas, a i zdjecia mialem gotowe tez w sumie juz dlugo. No ale, lepiej pozniej niz co nagle to po diable.
Koncert, na ktory poszedlem z bardzo sceptycznym nastawieniem, nie zebym Kazia nie docenial… wrecz przeciwnie, uwazam go za absolutny top personalny w polskiej muzyce… ale mialem wrazenie, ze wyroslem juz z tego. Ostatni koncert widzialem dobre 5 lat temu, nie podobal mi sie zbytnio. Plyt nie sluchalem chyba jeszcze dluzej.
Starczyl juz pierwszy kawalek, zeby moj caly sceptycyzm poszedl sie, mowiac bardzo delikatnie pierdolic w chuj. Genialne brzmienie, genialne naglosnienie (pierwszy raz naprawde w pelni moglem pochwalic umiejetnosci wokalne Kazika, ktore jak sie okazuje przerosly moje oczekiwania), swietne anegdoty, kawal solidnej roboty i muzyki.
Osobom, ktore nie widzialy pozostaje kupic plyte (ktora choc swietna to nie dorasta do doswiadczenia na zywo)… osoby ktore widzialy niech tez kupia.

Reklamy

Written by terriblelie

Luty 4, 2011 at 6:59 pm

Napisane w live action

red sparowes

with one comment

Nie jestem ostatnio rozmowny, wiec pisac niczego nie bede.

ps. tak, koncert swietny, gdyby ktos sie interesowal.

Written by terriblelie

Październik 8, 2010 at 3:30 pm

Napisane w live action

for those about to rock… we salute you!

3 Komentarze

Papieros w paszcze i pisze…

27.5.2010 godzina 8.30 rano myk do auta i wyjazd w kierunku miasta stolecznego zeby na zywo doswiadczyc legendy AC/DC. W drodze zacny before (dla niektorych nawet zbyt zacny, tu pozdrawiam Marte, ktora miala chwile beforowej slabosci chwile przed wjazden na Izabelin)… dobre miejsce parkingowe tuz przy lotnisku bemowskim i jestesmy. Masa ludzi, przewazaja Polacy, ale spotykam tez Litwinow, Lotyszy, Slowakow, Niemcow i Holendrow. Koszulki AC/DC gdzie tylko czlowiek spojrzy. Dobra, jest 15… wchodzimy. Oczekiwanie na suportujacy Dzem okraszone okupowaniem frontowych miejsc strefy, masa dowcipow (smacznych, niezbyt smacznych, przeokrutnie niesmacznych… a wszystkich dobrych) w towarzystwie ekipiy Śląsko-Trojmiejskiej. Machanie do biednej pani bedacej ofiara powodzi w wykonaniu kilkunastu tysiecy ludzi (kto byl ten zrozumie). Jest! Jest Dzem! Solidny prawie godzinny set… po czym cisza, oczekiwanie. Punkt 21 zapalaja sie swiatla, na poteznym ekranie pojawia sie animacja, na ktorej Angus z mina czystego szalenca ajsidisowym krejzi trejnem pedzi na zlamanie karku. Chmura dymu… i oto na scenie pojawia sie ogromna lokomotywa z rogami dyszaca ogniem na wszystkie strony. Cudowny poczatek cudownego koncertu. Czystych dwoch godzin porazajacego rockowego grania. Kilka utworow i jest urpagniony i wyproszony przez publike „Thunderstruck”… mi czapke z glowy zrywa nieziemskie „Back in black” oraz wrecz orgazmogenne „Hells bells”. Jest wszystko czego fan rasowego rocka moze zapragnac. Solowki, popisy, niezliczone biegi Angusa po wysunietym ze sceny wglad publiki wybiegu, ba… jest nawet striptiz przy „The jack” (55 latek rozbierajacy sie z pelnym luzem przed 65 tys. ludzi… to trzeba zobaczyc). Jest i gigantycznych rozmiarow dmuchana lala Rosie (wiadomo przy jakim kawalku). Nawet niespecjalnie lubiane przeze mnie „Highway to hell” robi swietne wrazenie. I to zakoczenie… okraszone spora iloscia ognia i obowiazkowymi strzalami z dzial „For those about to rock we salute you”. Dwie godziny… dwie fenomenalne godziny, bez tandety, bez sciemniania, bez udawania. Pokaz czystej energii i rasowej prawdziwej muzyki. Wracamy do auta ze szczekami wlokacymi sie po trawie lotniska kilka metrow za kazdym z ekipy. Wsiadamy i okolo 5 rano widzimy kominy rafinerii gdanskiej.
Jasne, mozna sie uczepic wrecz absolutnie debilnego rozwiazania przy wyjezdzie z koncertu (debilnosc to niezmiernie delikatne okreslenie). Mozna marudzic, ze jak na rockowy koncert to picie piwa w zamknietej malej strefie jest wrecz tragikomiczne (znalezienie trawnika pod tafla jednorazowych kubkow zakrawalo o cud). Mozna narzekac, ze niespecjalnie apetyczna zapiekanka kosztuje 12pln. Ale wlasne doznania z samego kocnertu, widok tysiecy usmiechnietych paszcz pw przedziale wiekowym od 16 do 50 lat rekompensuje wszystko. Legenda nie zwiodla, legenda zostawila w kazdym pamiatke na zycie. Australisjcy mistrzowie mogliby mimo wieku nauczyc cholernie duzo wiekszosc pseudorockowych tworow muzycznych czasow wspolczesnych… a zebrani do kupy maja juz 292 lata. Czysty rock and roll.

Written by terriblelie

Czerwiec 20, 2010 at 4:04 pm

everything is made in china/zacny koncert + malo istotne rozkminy o muzyce

2 Komentarze

2.12.2009 … odzywa sie do mnie Kumak i pyta czy ide na „chinoli” do Ucha. Zespol znalem raczej na zasadzie „no costam jest takiego, costam slyszalem, w sumie chyba niezle”. Ale, ze dobry spontan nie jest zly… jedziemy.
To co bylo mi dane uslyszec i zobaczyc na koncercie wprowadzilo mnie w zdumienie i to spore. Bardzo czysto zagrane utwory, zacny wokal, swietne wizualki (tutaj akurat zaluje cholernie faktu, ze byly wyswietlone tylko na ekranie nad scena… stanowczo wieksze wrazenie robiloby rzucenie ich na cala sciane za zespolem… ale ok, czaje, warunki techniczne klubu takie a nie inne). Ale… jezeli zespol sie stara, ma troche talentu, to szczerze powiedziawszy wiele formacji jest w stanie zagrac solidnie koncert od strony „techu”. To co mnie naprawde rozpieprzylo w Everything is made in China, to mowiac delikatnie/dziwnie/zangielska/pompatycznie/naiwnie/aczkolwiekprawdziwie feeling jaki chlopaki maja na scenie. Wiele razy robiac zdjecia nagle odsuwalem aparat od oka i stalem jak zamurowany bedac pod wrazeniem dzwiekow jakie sa mi serwowane (tu utkwil mi mocno w glowie moment kiedy lezalem za scena na schodach i zamiast robic zdjecia patrzylem w promienie swiatla z rzutnika, ktory wyswietlal wizualki rownoczesnie bedac karmionym magia w formie audio).
Lubie postrockowe granie, lubie eksperymenty, lubie dlugie kompozycje, ktore nie sa zbudowane z oklepanego zwrotka/refren/zwrotka/przejscie/refren, lubie zepsoly ktore nie boja poszukac sie czegos wiecej. I tu, w moim skromnym odczuciu, pojawia sie problem takiej „szukajacej” muzyki. (teraz bedzie klasyfikacja w celach obrazowych… moja, prywatna, nieistotna w szerszym znaczeniu niz ten tekst). Postrock/eksperymentalne granie… ok, dzielimy to na dwa i wylaniaja sie nam: zespoly grajace ciezko, bedace spadkobiercami po takich formacjach jak chociazby Neurosis (tak, wiem, neurosis jest okreslane przewaznie jako post-metal, doom, sludge itd itp… fuck it); zespoly grajace postrock bardziej „przystepny” dla statystycznego Kowalskiego, nawiazujace do takich kapel jak chociazby Tortoise. I tak jak w tej pierwszej dzialce potrafie wygrzebac sporo naprawde kapel, ktore mnie swoim graniem… tak w tej drugiej dzialce cholernie czesto spotykam sie z grupkami chlopczykow, ktorzy tak naprawde mecza moje uszy przy pomocy mialkiego rzepolenia, z ktorego az bije mysl „bo my to lubimy radiohead i sigur ros”. I cholera, niech lubia, sam uwielbiam… jak sie wzorowac to na najlepszych. Niestety, czesto nie potrafie sie dosluchac w owej muzie czegos wiecej niz zapatrzenia w wielkich dzwiekotworcow tego swiata.
(w tym akapicie bedzie klamra, huh!) Everything is made in China, nie jest najbardziej wyszukanym zespolem jaki znam, nie jest najlepszym zespolem jaki na zywo widzialem… ale believe me when I say: sa cholernie dobrzy. Jezeli bedziecie mieli okazje, wybierzcie sie na koncert, naprawde warto (chlopaki z Moskwy daleko nie maja… moze znowu niedlugo wpadna). Mozna narzekac, ze kocnert w srode zmasakrowal frekwencje, ze swiatlo w Uchu przypomina czesto swoja jasnoscia zad upapranego w blocie hipopotama, ale mimo wszystko, jestem cholernie wdzieczny Kumakowi, ze wyciagnal mnie 2.12.2009 z domu.

Muzycznie dzisiaj moze byc tylko jedna opcja :) … wiadomo




ps. tak wiem, nie wszystko tu brzmi jak postrock, jak kogos to boli to niech sobie przyczepi na to metke „indie” ale srsly, sluchajmy muzyki, nie gatunkow… (moje podzialy dywagacyjne mialy wylacznie cel obrazowy i tyle)
pss. przepraszam bardzo za nieskladnosc tekstu, mam kaca
psss. dziekuje MMTrojmiasto za akredytacje :)

Written by terriblelie

Grudzień 12, 2009 at 2:53 pm

Napisane w live action, music

spoznione US3

2 Komentarze

Troche stagnacja na blogu zapanowala… wiec tadam, spozniona mocno relacja z rewelacyjnego kocnertu US3 w gdanskim Parlamencie. Jezeli ktos nie zna zespolu US3… niech sie nie przyznaje, jezeli ktos twierdzi, ze panowie nagrali wylacznie „Cantaloop” srsly wspolczuje…

us3

W kaciku muzycznym dzisiaj trzy kawalki, z plyt, ktore ostatnio najczesciej nawiedzaja moje glosniki i ratuja bardzo mocno poki co dosc zawiedzione oczekiwania od albumow, ktore mialy piescic moje malzowiny uszne w roczniku 09.



Written by terriblelie

Maj 22, 2009 at 5:49 pm

Napisane w live action

urodziny baranow (tak cholera, to tez jest jam z Papryki, fakju)

5 Komentarzy

Mhm..

bara

Tak mi sie zebralo muzycznie na „dawne” czasy…





ps. postaram sie nastepnym razem moze troche zwerbalizowac i wrzucic jakies inne tematycznie foty
ps2. dziekuje panu z taksowki firmy Komfort za kinder bueno i red bulla : ) that was quite fuckin awesome

Written by terriblelie

Kwiecień 8, 2009 at 12:16 am

Napisane w live action, people, sound

jam again

4 Komentarze

Jakos ostatnio czesto przebywam na jam session’ach. A ta sesja byla jedno z lepszych jakie moje uszy slyszaly od dluzszego czasu.

jamii

Dzis muzycznie klimaty okoliczne do Isis, ze niebawem ukaze sie ich nowa plyta :]





Written by terriblelie

Marzec 27, 2009 at 8:39 pm

Napisane w live action, sound